wtorek, 10 listopada 2015

Zakończenie blogspotowej działalności.

Tak, wiem, jestem okropna. Zakładam bloga, zdobywał wąskie grono czytelników, po czym po prostu bez słowa to wszystko porzucam. Oj, przepraszam. Parę słów wyjaśnienia było, jednak nigdy nie znalazły się one na blogspocie. Powodów było kilka:
×Po pierwsze byłam już nieco znudzona tą historią. Jestem dość znana z mojego slomianego zapału, a ci, którzy mnie znają, mogą to potwierdzić. Nie widziałam sensu w ciągnięciu tego wszystkiego na siłę.
× Dwa. Witryna, jaką jest blogspot, niespecjalnie przypadła mi do gustu. Trzeba było martwić się poza jakością tekstu o oprawę graficzną, znajdowało się blogi o wszystkim i niczym, brakowało mi jakiejś logicznej organizacji tego wszystkiego. Pisałam tutaj właściwie tylko dlatego, iż było to jedyne miejsce w Internecie, jakie znałam.

Niemniej jednak zachowałam się trochę bardzo brzydko. Zaczęłam zupełnie ignorować nawet komentarze czytelników, dające mi przecież tyle radości. Zwyczajnie nie potrafiłam się odnaleźć w blogosferze.

Tak trafiłam na Wattpada - stronę, która stała się moim niekwestionowanym numerem jeden. Nie tylko ze względu na uporządkowany  (a przynajmniej w jakimś stopniu) katalog opowiadań a także przejrzyste opisy dzieł, ale także specyficzny układ graficzny, dzięki któremu miało się wrażenie, że czyta się e-booka. I chyba najwiekszym plusem było to, iż do tworzenia i czytania nie był potrzebny stały dostęp do Internetu.

Czemu piszę  tutaj to wszystko? Bowiem jest to moja ostatnia notka. Nie oznacza to jednak, że kończę pisanie. Wręcz przeciwnie! Historia będzie kontynuowana na innej stronie. Link zarówno do niej, jak i mojego konta zamieszczam na końcu posta. Nie chcę, żeby ktoś źle to odebrał, wobec czego sprostuję - nie zależy mi na autoreklamie. Piszę tutaj tylko dlatego, żeby poinformować o wszystkim tych, którym jakimś cudem spodobało się to opowiadanie. Choć sama nie mam pojęcia jakim cudem. Wracając dzisiaj do kilku pierwszych rozdziałów raz za razem przybijałam sobie tzw. facepalma. Jednak jeśli mimo wszystko interesują Cię dalsze losy Nory i Araty, serdecznie zapraszam na Wattpad. Jeżeli nie i tak uważam, że powinieneś tam zajrzeć. Naprawdę jest to tego warte.

Pozdrawiam i żegnam się ze łzami w oczach,
Chii Chiyo

KONTO:
https://www.wattpad.com/user/ChiiChiyo?utm_content=share_profile&utm_medium=link&utm_source=android

NANOLIVE:
https://www.wattpad.com/story/33730050?utm_content=story_info&utm_medium=link&utm_source=android

Rozdział VI

- Jesteś pewien?
Białowłosy pokiwał powoli głową.
- Nie ma wątpliwości, że wygląda tak samo jak to, które mnie tu przeniosło.
- Sądzisz, że wszystko, co mówił Xavery jest prawdą? Przecież jest tutaj już tak długo... Nikt nie rozpoznał, ze nie jest z tego świata? Chociaż to tłumaczyłoby jego nagłe zniknięcia. - Przygryzła wargę, krzyżując ręce na piersi.
- My również nie mieliśmy większych problemów z przeniknięciem do tutejszej społeczności. Ludzie nie są zbyt spostrzegawczy. - wtrącił Lyx, czyszcząc ze spokojem swoje wąsy.
Nora oparła się o ścianę, wyglądając przez okno. Westchnąwszy cicho, odwróciła się powoli do Araty.
- To zaczyna mnie już przerastać. Mówisz, że za pomocą tego czegoś - wskazała na komunikator leżący na stole - można podróżować między światami? Od tak?
- Z grubsza tak to właśnie wygląda. Chyba.
- Twoje "chyba" mnie nie przekonuje. - poleciła głową. - Więc masz zamiar próbować wrócić?
- Nie ufam mu. Nie zrobię tego ponownie tylko dlatego, że on tak powiedział. - Ciągle pamiętał, jak skończyła się jego ostatnia próba zbadania tego przyrządu, jak się okazało - komunikatora. Nie dość, że znalazł się pokierszowany w obcym miejscu, to jeszcze od tamtej pory cierpiał na nieustające migreny, których przyczyny nadal nie poznał.
Nie, z pewnością nie miał zamiaru ryzykować... Przynajmniej na razie. Najpierw musiał ustalić parę rzeczy.
- Jaki masz zamiar? - usiadła przy stole naprzeciwko niego, patrząc mu z powagą prosto w oczy i opierając podbródek o nadgarstki.
- Chcę... Przemyśleć całą tę sytuację i dopiero później zastanowić się nad tym, co powinienem robić dalej. - powiedział po chwili namysłu, ostrożnie cedząc słowa.
- Mam tylko nadzieję, że nie zrobisz nic głupiego.
Białowłosy patrzył na nią przez chwilę w milczeniu, po czym prychnął pod nosem. Odwrócił się od niej i oparł na chwilę ręką o framugę drzwi.
- Możesz być o to spokojna. - mruknął wychodząc z pomieszczenia. W ślad za nim ruszył biały kocur, rzucając dziewczynie jakby przepraszające spojrzenie.
Nie widziała powodu, by iść za nimi, więc gdy po jakimś czasie wstała, zamiast zostawać w domu, postanowiła wybrać się do pobliskiego parku.
Na zewnątrz było dosyć ciepło, wobec czego nie trudząc się nakładaniem na siebie dodatkowych warstw odzieży, zasznurowała tylko buty i już po krótkim czasie przechadzała się wypielęgnowanymi ścieżkami. Nadal dokładnie pamiętała, w jakich okolicznościach poznała Aratę. Nic się nie zmienił od tamtego czasu; w dalszym ciągu był tak samo irytujący. Uśmiechnęła się do siebie nieznacznie na tę myśl. Mimo wszystko nie mogła powiedzieć, iż go nie polubiła, tak minimalnie, tylko odrobinkę. Oprócz swoich wad, miał przecież także zalety i zdarzały się chwile, w których był całkiem pomocny.
Musiała sobie wszystko jeszcze raz dogłębnie przemyśleć. Fakt, widziała gadające koty, kolesi potrafiących rozbijać kubki wzrokiem, zwierzęta znikające do jakiś wisiorków, ale wiedza, iż niewielkie... coś stanowiło bramę do innych światów... Po prostu to zaczynało być zbyt dziwne. I jeszcze dochodziła do tego wiadomość, jakoby jej znajomy ze szkoły miał nie być tym, za kogo się podawał przez ostatnie dwa lata.
Zbyt wiele rzeczy działo się w jednym miejscu, by można to było uznać za przypadek.
Ponadto musiała się zastanowić, co powinna robić dalej. Jeżeli białowlosy postanowi wrócić, powinna mu tak po prostu na to pozwolić? A może najpierw należałoby to jakoś wyjaśnić w szkole, by nie robić problemów? Tylko co miała powiedzieć? "Psorze, ten chłopak z naszej klasy, wie Pan, ten albinos, wziął pudełko i zniknął. Od tak, po prostu. Ale niech się Pan nie martwi, jest z nim jego gadający kot."
Przystanęła na parę sekund, patrząc w niebo. Coś czuła, że czekał ją dłuugi spacer.

***

Białowłosy klęczał przy niewysokim stoliku nocnym stojącym w jego pokoju i obracał w palcach komunikator. Podjął już decyzję odnośnie tego, co powinien uczynić. Nie wiedział tylko, czy była ona słuszna. Nie był w stanie zaufać Xaveremu na tyle, by bez zastanowienia zrobić to, o czym mówił. Być może nie miał powodów by kłamać, jednak dlaczego miałby mówić prawdę? Musiał mieć z tego jakieś korzyści, na typ bezinteresownego altruisty raczej nie wyglądał. Arata nie chciał bezsensownie ryzykować, mając na uwadze incydent sprzed kilku miesięcy, jednak jeżeli dzięki temu mógł poznać odpowiedzi na dręczące go pytania, był gotów podjąć wyzwanie. Taki już był z niego człowiek, który lubił być dobrze poinformowany. O jakiej grupie mówił Xavery? Czym dokładniej był komunikator? Co się działo w jego świecie? Irytował go fakt, że nie wiedział tego.
Spojrzał kątem oka na śpiącego Lyxa. Powinien go narażać czy może lepiej byłoby zostawić go tutaj? Nora zapewne nie miałaby nic przeciwko, jednak kocur mógłby nie zgodzić się na taki układ albo próbować go zatrzymać. Z drugiej strony porzucenie bez słowa wyjaśnienia również nie wchodziło w grę. Tym razem nie zrobi tego na własną rękę. Postanowił, że zdradzi przyjaciołom choć rąbek swoich planów.
Przerwał rozmyślania, gdy drzwi od domu otworzyły się i do mieszkania padła Nora.
- Cześć - rzuciła, pocierając zamarznięte dłonie. Być może wyjście na zewnątrz bez cieplejszego ubrania nie było zbyt dobrym pomysłem.
Wstawszy z cichym jękiem z podłogi i odłożywszy urządzenie na blat, podszedł do dziewczyny. Ta spojrzała na niego pobieżnie i uśmiechnęła się lekko.
- Wymyśliłeś już coś? - zapytała.
Skinął nieznacznie głową i skierował się w stronę kuchni, która notabene od pewnego czasu pełniła funkcję sali obrad.
- Musimy porozmawiać.
Brązowowłosa wpatrywała w niego pytająco, aczkolwiek po chwili opamiętała się i ruszyła za nim.
Gdy opadł na krzesło, uczyniła to samo i spojrzała mu w oczy.
- Co zamierzasz? - powtórzyła swoje pytanie sprzed kilku godzin. Tym razem Arata nie wahał się i odwzajemniając spojrzenie odparł:
- Użyję komunikatora i spróbuję wrócić.
- Kiedy chcesz to zrobić?
- Jak najszybciej; jeszcze dzisiaj.
- W porządku. - uśmiechnąwszy się jakby pokrzepiająco, wstała i wyszła z pomieszczenia, zostawiając odrobinę skołowanego Aratę. Co jak co, ale spodziewał się trochę bardziej emocjonalnego podejścia z jej strony. Ostatecznie wzruszył ramionami tłumacząc to sobie tym, iż ta sprawa przecież jej nie dotyczyła. Wobec tego został jeszcze Lyx...
Zerwał się gwałtownie, usłyszywszy huk. Szybkim marszem udał się do pomieszczenia, z którego dobiegał. Gdy stanął w progu, jego oczom ukazał się dość niecodzienny widok. Nora stała na palcach przyciśnięta do szafy, usiłując utrzymać nad głową duże, kartonowe pudło. Z jego wierzchu leciały na ziemię jakieś bibeloty. Chciała włożyć je z powrotem na najwyższą półkę, jednak była na to odrobinę za niską, przez co jej wysiłki zaowocowały niczym.
- Ups. - mruknęła, nie zwracając najmniejszej uwagi na chłopaka, który wszedł do pokoju i z westchnieniem odebrał jej pojemnik, stawiając go na jego miejsce, podczas gdy ona pozbierała wszystkie przedmioty z ziemi. Następnie wrzuciła je do dużej, podróżnej torby.
- Co ty robisz?
- Pakuję się. Nie widać? - odparła nie przerywając zbierania najróżniejszego rodzaju ubrań, przedmiotów do higieny czy bandaży.
- Czemu? - teraz już zupełnie nic z tego nie rozumiał.
- Jadę z tobą.
Przez chwilę po prostu wpatrywał się w nią z otwartymi ze zdziwienia ustami. Wyrwawszy się w końcu z odrętwienia, skrzyżował ręce na klatce piersiowej.
- Niby dlaczego miałbym cię zabierać? Tym bardziej, że nie jestem do końca pewien czy to działa.
- Jesteś nieporadny, niesamodzielny, nie puszczę cię samego, może znowu coś ci się stać... Mam wymieniać dalej? - zatrzymała się pośrodku pokoju, patrząc na niego wyzywająco.
- Więc lepiej żeby coś stało się nam obojgu? Nie rozśmieszaj mnie. Poza tym co cię to właściwie obchodzi? - prychnął.
- Zachowujesz się jak dziecko, nawet w tym momencie! To chyba logiczne, że jako kobieta czuję się za ciebie odpowiedzialna! A o mnie się martwić nie musisz. Doskonale dam sobie radę.
- Podobnie jak ja. - zapadła przedłużająca się cisza, w trakcie której mierzyli się tylko nawzajem wzrokiem. Przerwał ją dopiero Lyx, wchodząc do pomieszczenia.
- Co się tutaj dzieje? - zapytał, wyczuwając napiętą atmosferę. Arata odetchnął głęboko, po czym powiedział na jednym wdechu:
- Mam zamiar wykorzystać komunikator jeszcze dzisiaj, a ona ma chce próbować wraz ze mną.
Kot przez jakiś czas nic nie mówił, by następnie wybuchnąć.
- Czy was już do reszty porąbało, durni ludzie?! - krzyczał. - Czyżbym był jedynym normalnym w tym domu? Ja, gadający kot! Ten świat schodzi na psy. Nie ma mnie dosłownie parę godzin, wstaję, a tu się takich rzeczy dowiaduję! Przemyśleliście to chociaż?
- Owszem. Nie proszę, byś szedł ze mną. Wybieram się sam. Jeśli wszystko będzie w porządku, to wrócę po ciebie najszybciej jak będę mógł. - podjął natychmiastową decyzję.
- No chyba śnisz. Idę z tobą, nie zatrzymasz mnie. - obruszyła się brunetka.
- Świetnie. - rozłożył ręce, rozglądając się w około z dziwną miną, która z pewnością nie wyrażała zadowolenia. - Niech mam najmniejszego zamiaru za ciebie odpowiadać. Jeśli coś się stanie, będziesz mogła obwiniać tylko siebie. A jeżeli już nie wrócisz? Co z twoim bratem?
- Wszystko będzie dobrze - ucięła. - Lukasowi nic się nie stanie. Pewnie nawet się nie zorientuje.
- Nie mam najmniejszego zamiaru ponosić za to odpowiedzialności. - Omiótł krytycznym wzrokiem jej torbę. - Ale to tutaj zostaje.
Nora uśmiechnęła się szeroko, jednak zaraz ponownie spochmurniała słysząc, że ma zostawić swój bagaż. Zdecydowanie jej się to nie spodobało. Nie chciała co prawda wszczynać kolejnej kłótni, aczkolwiek nie mogła powstrzymać się od zapytania z jakiego to powodu. Arata spojrzał na nią jak na idiotkę.
- A po cholerę mamy to targać? Przecież wszystko mam u siebie. Poza tym lepiej nie obciążać tego czegoś. - wskazał kciukiem na komunikator. - Nie mamy wystarczających informacji odnośnie tego, jak może się to zachować. Dodatkowa masa, którą miałoby przenieść mogłaby okazać się niekorzystna albo dla nas, albo dla samego urządzenia.
- Sądzisz, że to aby na pewno dobry pomysł? - upewnił się kot, wskakując z gracją na ramię białowłosego.
- Nie. Ale trzeba spróbować.
Lyx przełknął ślinę w swój własny, koci sposób, po czym zaskoczył z nim niego i potruchtał do komunikatora, podsuwając go za pomocą nosa nieco bliżej.
- Czasami zastanawiam się jakim cudem wylądowałem z tobą. Cudem jest, że jeszcze żyję. Przez twoje "genialne pomysły" mogłem stracić już wszystkie moje kocie życia. - pokręcił pyszczkiem, obserwując sięgającego po urządzenie chłopaka. - Wiesz chociaż chociaż jak obsługuje się to ustrojstwo?
- Chyba tak. Jeszcze nie próbowałem.
- Nie żebym uważała to za mądre, ale możesz zaczynać? - wtrąciła Nora.
Białowłosy zastukał lekko w niektóre miejsca, po czym nacisnął ledwo widoczny wcześniej przycisk na jednym z boków pudełka. Na chwilę rozbłysło ono ostrym światłem, spowijając całą trójkę. Kiedy zgasło, nie było najmniejszego śladu obecności ani komunikatora, ani żadnego z nich.

***

Nora z jękiem podniosła się z zimnej ziemi. Zakręciło się jej w głowie, więc złapała się za skroń, próbując choć trochę opanować zawroty. Gdy udało jej się to przynajmniej w jakimś stopniu, wstała z klęczek i w końcu mogła rozejrzeć się wokół.
Pierwszym, co rzuciło jej się w oczy, było brunatne niebo, rozciągające się ponad ruinami miasta, na obrzeżach którego właśnie się znajdowała. Podobny przygnębiający widok otaczał ją ze wszystkich stron. Gdy przyjrzała się jednej z zawalonych budowli, zobaczyła gęsty, czarny dym unoszący się z niej, zupełnie tak, jakby jej upadek zdarzył się jeszcze niedawno.
- Nie bierz torby, mówili. Będzie niepotrzebnie przeszkadzać, mówili. - mruknęła pod nosem.
Dopiero teraz dostrzegła białowłosego stojącego w oddali, wpatrującego się pustym wzrokiem przed siebie. Obok niego siedział Lyx, z tym samym wyrazem pyska.
- Co się tutaj stało...? - zapytał bezgłośnie, zatrzymując wzrok na zgliszczach miasta, które do niedawna było jego domem.
Zbliżyła się do niego, kładąc mu dłoń na ramieniu. Oczywiście oczekiwała pewnych wyjaśnień, jednak stwierdziła, iż może to nieco poczekać.
- Idziemy? - zapytała. Była ciekawa, jak wyglądało jego życie tutaj. Z jego nielicznych wypowiedzi dotyczących tego miejsca, spodziewała się czego innego; jakiegoś wysoce rozwiniętego technologicznie molochu, cudów techniki, wielobarwnych bilboardów, którymi można nacieszyć wzrok. Tymczasem powitał ją kurz, brud, zgliszcza i zniszczenie.
Nie doczekawszy się odpowiedzi z jego strony, westchnęła cicho. Nie dane jej było jednak zadanie kolejnego pytania, tym razem skierowanego do Lyxa, ponieważ nagle wokół nich dało się słyszeć zgiełk. Zanim zdążyli się zorientować, zostali otoczeni przez postacie celujące w nich bronią różnego kalibru. Arata, podobnie jak dziewczyna, podniósł ręce w geście poddania. Kot natomiast schronił się za nogą swojego pana.
- To taki tutejszy sposób powitania? - szepnęła Nora, pochylając się lekko w stronę białowłosego, na co ten pokręcił głową, zaprzeczając.
- Wy tam! - Wysoka, ubrana w ściśle przylegający do ciała czarny top i szerokie spodnie moro kobieta stanęła naprzeciw im. Miała długie, krwistoczerwone włosy związane w gruby warkocz, który przerzucony przez ramię zwisał jej z boku głowy. Patrzyła na nich modrymi oczyma spod byka, trzymając przeładowaną giwerę wymierzoną w swój cel, którym - jak się nieszczęśliwie złożyło - byli oni. Niewątpliwie była przywódczynią tej grupy, a przynajmniej kimś ważnym, co dało się wywnioskować po tym, z jakim szacunkiem była traktowana wśród towarzyszy.
- Wy tam! Jesteście z D.SEC?
Brązowowłosa przełknęła ślinę, wpatrując się w broń, która z pewnością nie była tylko straszakiem. Powoli zaczynała żałować, że uparła się by przybyć tutaj z Aratą.
Chłopak nie stracił jednak zimnej krwi. Nie zamierzał jednak ulegać obcej. Odwzajemniając zuchwale spojrzenie odparł:
- Jakiego D.SEC? O co w tym wszystkim chodzi? Jeśli chcesz opowiedzi na te pytania, najpierw wyjaśnisz nam parę rzeczy. - Przez twarz kobiety przebiegł grymas złości, jednak zniknął tak samo szybko, jak się pojawił. Ze stoickim spokojem pociągnęła za spust, pozwalając, by kula przebiła jego lewe ramię. Syknął z bólu, upadając na kolana i trzymając się za krwawiącą kończynę.
- To ja tutaj zadaję pytania. - odparła beznamiętnym tonem, gdy patrzył na nią nienawistnym wzrokiem. - Więc? Czekam na odpowiedź. Następna kulka będzie w głowę. - ostrzegła.
Nora klęknęła obok niego, osłaniając go.
- Stój! - krzyknęła. - Chętnie odpowiedzielibyśmy na wszystko, jednak tymczasowo ani ja, ani mój przyjaciel nie jesteśmy zbytnio zorientowani w obecnej sytuacji. Przed chwilą się tutaj obudziliśmy i...
- Wystarczy. - przerwała jej ostro czerwonowłosa. - Twierdzisz, że dotychczas leżeliście tutaj nieprzytomni i nic nie wiecie o D.SEC?
- Dokładnie. - odparła szybko dziewczyna, widząc kątem oka, iż Arata otwiera usta, a czymkolwiek było to, co chciał powiedzieć, z pewnością nie było to cenzuralne.
Przywódczyni wpatrywała się w nich chwilę bez słowa, po czym odwróciła się, wchodząc między swoich towarzyszy i chowając broń.
- Zwiążcie ich. - rzuciła na odchodnym. - Są podejrzani, ale nie sądzę, by stanowili większe zagrożenie. Bierzemy ich ze sobą. Na miejscu zdecydujemy co z nimi zrobić. Pilnujcie też kota. Coś mi mówi, że to jeden z Tomodachi. Uważajcie szczególnie na tego pyskatego. - wydała polecenia, po czym zniknęła im z oczu.

Rozdział V

Zatrzymał się przed wejściem do sporej wielkości budynku, w którym mieściło się liceum. Przejechał ręką po ciemnych, niezbyt długich włosach z wygolonym bokiem, przesuwając niesforne kosmyki, które zaczęły wchodzić mu w oczy. Poprawił skórzaną, czarną kurtkę otulającą jego ramiona, po czym pewnym krokiem przestąpił próg placówki.
Najchętniej w ogóle nie pojawiałby się tutaj, jednak miał robotę do wykonania - w końcu to on spieprzył sprawę i przez niego wyniknęło całe to zamieszanie. Nawet on sam nie wiedział, jakim cudem udało mu się zgubić tak ważną rzecz.
Samo jego pojawienie się wzbudziło niemałą sensację. Nie był tutaj nowy ani nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie. Był zapisany na liście uczniów od dobrych dwóch lat, jednakże rzadko zdarzało się, by przyszedł na jakąkolwiek lekcję. Niejednokrotnie jego rówieśnicy dziwili się, jakim cudem jeszcze stamtąd nie wyleciał. Co prawda kiblował, nie mogąc przejść do następnej klasy z taką ilością wagarów i słabymi ocenami, jednak nie robił niczego, by to zmienić. Nie był licealistą i nigdy się nim nie czuł. Czemu więc miałby go udawać?
Mocnym szarpnięciem otworzył drzwi za którymi znajdowała się klasa i wszedł do środka.
Obrzucił pogardliwym spojrzeniem siedząca przy oknie parę młodych ludzi, dziewczynę i chłopaka, zawzięcie ze sobą dyskutujących na jakiś temat.
Jego nagłe pojawienie się podczas przerwy sprawiło, że większość głosów ucichła, a ich właściciele wpatrywali się z ciekawością w jego osobę.
Jaki był powód tego, iż w końcu się tutaj pojawił? - zdawały się mówić spojrzenia.
Ciemnowłosy zignorował to i zajął swoje miejsce z tyłu klasy, krzyżując nogi na blacie ławki i ukradkiem obserwując białowłosego, którego do tej pory nie miał okazji poznać oraz brazowowłosą, która - jeśli się nie mylił - była pierwszoroczniakiem, Norą. Była to właśnie ta parka, która wcześniej kłóciła się między sobą. Teraz, tak samo jak inni, w ciszy patrzyli na niego, jakby był jakimś egzotycznym zwierzątkiem
/cholera, to irytujące/
po to, by za chwilę powrócić do wcześniejszego rytmu. Właśnie dlatego nie lubił takich zbiorowisk. Ludzie tutaj byli zbyt ciekawscy.
Wyciągnął się wygodnie na krześle i zamknął oczy.

***

- Kto to jest? - szepnął Arata, pochylając się ku Norze i wpatrując znacząco w chłopaka, który wszedł do sali. Nie podobał mu się; czuł, że jest z nim coś nie tak, choć jeszcze nie wiedział co.
- Xavery Reich. Powinien znajdować się w innej klasie, jednak nie zdał w zeszłym roku. - odparła równie cicho brązowowłosa, wkładając niesforny kosmyk za ucho.
- Dlaczego w takim razie wcześniej go nie widziałem?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Nieczęsto się tutaj pojawia. Mówią, że to z powodu spraw rodzinnych. Czemu pytasz? Wiem, iż jego wygląd może trochę zaskakiwać, jednak nie słyszałam, by kiedyś zrobił coś nieodpowiedniego.
Albinos pokręcił głową.
- Nie chodziło mi o to. W każdym razie będę miał na niego oko.
Nora nie dopytywała o co chodzi, a Arata nie miał zamiaru wyjaśniać jej czegoś, czego sam nie rozumiał.
Dziewczyna wiedziała, że jej znajomy ma swoje dziwactwa i już dawno przestała się nimi interesować.
Tłumaczyła to sobie jako różnicę kulturalne wynikające z faktu, iż zostali wychowani w dwóch różnych realiach.
Wyciągnęła z torby paczkę paluszków w czekoladzie i podsunęła ją chłopakowi pod nos.
- Chcesz trochę? - zapytała, potrząsając jej zawartością. Arata odmówił, co nie zraziło brązowowłosej i nie przeszkodziło jej w spokojnym zchrupaniu smakołyku.
Opakowanie pokazało już swoje dno, kiedy do ich stolika zbliżył się Xavery. Bez słowa wyjaśnienia podał Aracie niewielką, zwiniętą karteczkę, a następnie opuścił salę, zostawiając za sobą zaskoczonych znajomych. Gdy minął pierwszy szok, Nora szybkim ruchem wyciągnęła z rąk białowłosego wiadomość i rozprostowała ją.
- Hej! Nie uważasz, że nie powinnaś czytać cudzych konwersacji?!
Z cichym "phi!" wzniosła oczy ku górze, po czym skierowała wzrok na kartkę. Przez chwilę jej wzrok błądził po starannie wykaligrafowanych literach.
Dzisiaj o szesnastej przy sali gimnastycznej. Nie spóźnij się. - głosił napis na papierze, który brązowowłosa przeczytała na głos.
Spojrzała na Aratę.
- Wiesz o co może chodzić? - zapytała.
Chłopak wyglądał na nie mniej zaskoczonego niż ona.
- Nie mam pojęcia. - powiedział powoli.

***

Kiedy większość uczniów opuściła już placówkę, Arata pożegnawszy się z Norą, ruszył w stronę sali sportowej.
Chociaż zwykle nawet po zakończeniu zajęć dało się tutaj słyszeć odgłosy gry, dzisiaj nie dało się dostrzec w tamtej okolicy nikogo. Było mu to całkiem na rękę; mógł w spokoju porozmawiać z Xaverym i dowiedzieć się o co chodzi, nie martwiąc się przy tym o możliwość posłuchania.
W końcu doszedł do umówionego miejsca. Rozejrzał się wokół, szukając wzrokiem czarnowłosego chłopaka.
Dostrzegł go siedzącego na niewielkim murku. Był wygięty w tył tak mocno, iż zważając na fakt, że znajdowała się za nim pustka, Arata zaczął zastanawiać się kiedy młodzieniec wychyli się na tyle, by wylądować po drugiej stronie.
Pomimo tego, że gdyby nie jego szyja, jego głowa zwisałaby gdzieś na plecach, i tak jego twarz była przysłonięta krótką grzywką. Nie poruszył się ani o milimetr od przybycia białowłosego. Minęła chwila zanim chłopak zorientował się, że kiwająca się na wszystkie strony głowa nie jest wcale oznaką jakiejś choroby układu nerwowego, a w uszach Xaverego tkwią niewielkie słuchawki.
- Hej! - krzyknął nowoprzybyły.
Czarnowłosy znieruchomiał, jednak dopiero po dłuższej chwili podniósł się do pionu i podszedł do Araty, uśmiechając się szeroko.
Gdy był niecałe dwa metry od niego, rzucił mu niewielki, prostokątny przedmiot.
- Rozpoznajesz to? - założył ręce na klatce piersiowej. Białowłosy chwycił rzecz i przyjrzał jej się.
- Skąd to masz?! - zapytał ostro, na co jego rozmówca tylko się roześmiał.
Otóż owy przedmiot, który znajdował się teraz w dłoniach Araty był niczym innym niż pudełkiem, przez które wynikła cała ta sytuacja. Dokładnie pamiętał, jak kilka miesięcy temu siedział przy stole w swojej pracowni, dłubiąc śrubokrętem w jego wnętrzu, próbując odgadnąć jego przeznaczenie.
- Więc nie pomyliłem się, co? - Xavery zbliżył się na niebezpieczną odległość. Trzymając ręce w kieszeniach nachylił się w stronę swojego rozmówcy. - To ty jesteś naszym uciekinierem.
Białowłosy przełknął ślinę, usiłując pozbyć się wielkiej guli, która narosła mu w gardle.
- Kim ty jesteś? - zapytał cicho, mrużąc oczy.
Czarnowłosy zignorował jego pytanie w zamyśleniu wpatrywał się w jego oczy.
- Gdybym cię teraz zabił, nikt nie dowiedziałby się o mojej wpadce... -Młody Yosuke zacisnął odruchowo pięści, przybierając pozycję obronną. - ...jednak wtedy przegapiłbym całą zabawę. - szyby znajdujące się najbliżej, jakby na komendę roztrzaskały się na drobne kawałki, obrazując zdenerwowanie Araty. Xavery uśmiechnął się pod nosem.
- Telekinetyk, hmm? To możne być jeszcze bardziej ekscytujące niż sądziłem... - powiedział tak cicho, że tylko on sam mógł to dobrze usłyszeć. - Spokojnie, dzieciaku. Nic ci nie zrobię. Przynajmniej na razie. - wyprostował się i odsunął nieco. - Wiesz, narobiłeś mi sporo problemów. Zdajesz sobie sprawę z tego, czym jest trzymany przez ciebie przedmiot? - zaczął prawie przyjacielsko.
Białowłosy, tymczasowo niezdolny do odpowiedzi, pokręcił przecząco głową.
- Oczywiście, skąd mogłeś wiedzieć? W końcu cywile nie powinni mieć dostępu do tych informacji. Trzymasz telekomunikator używany przez naszą grupę. Uszkodzony. - sprecyzował.
- Kim ty do cholery jesteś? - wbijając paznokcie we wnętrze dłoni i starając się mówić jak najspokojniej, chłopak obrzucił czarnowłosego uważnym spojrzeniem.
- Xavery Reich. Myślałem, że to imię jest już ci znane. - wzruszył ramionami.- Na tym urządzeniu ustawione są współrzędne, które umożliwią ci powrót do domu. Nie mogę zagwarantować, iż będzie to bezpieczne. Równie dobrze możesz zginąć próbując. Na razie to wszystko, co miałem do powiedzenia. Jaką decyzję podejmiesz? Zapomnałbym. Jeżeli postanowisz wrócić radziłbym się zbytnio nie wychylać. Nie będziesz miał także szansy na powrót do tego świata. Tak jak mówiłem, komunikator jest uszkodzony, a ja nie mam zamiaru go naprawiać.
Przy następnym spotkaniu będziemy wrogami. Zapamiętaj to. Wtedy zabiję cię bez wahania. - odwrócił się tyłem. - Mam nadzieję, że okazałem się pomocny. Ah, i pod żadnym pozorem nie wolno ci rozpowiadać od kogo masz te informacje. Przełożony by mnie zabił. - odszedł, pozostawiając oszołomionego Aratę sam na sam ze swoimi myślami. Oraz dziwnym komunikatorem w ręku.

sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział IV (2)


-To nie tak, jak myślisz! - krzyknęła Nora. Lukas podszedł do Araty, chwycił za kaptur, szarpnięciem podniósł do pionu i bezceremonialnie wyrzucił go za drzwi. Arata był zbyt zaskoczony takim obrotem spraw, by zdążyć zaprotestować.
-Więc... Słucham. - zwrócił się do Nory.
-Ja... My pastowaliśmy podłogę i... No... Ślisko było! Poślizgnął się i przewrócił na mnie.
Arata szarpnął za drzwi usiłując je otworzyć, lecz Lukas zablokował je nogą.
-Nie oszukasz mnie. Chodzicie ze sobą, prawda?
-Że co proszę?! - krzyknął zza drzwi białowłosy.
-To nie tak! - zawtórowała Nora.
-Nie wierzę. Moja mała siostrzyczka... Znalazła sobie kochasia! Śpicie ze sobą?
-Słucham?!?! - odkrzyknęli równocześnie Arata i Nora.
-Mówię Ci, że to nie tak!
-Wobec tego wytłumacz się.
-To... student! Wynajęłam mu ten pokój, bo i tak z niego nie korzystałam, a w ten sposób mogłam trochę zarobić!
Lukas spojrzał na nią z pode łba.
-Nadal ci nie wierzę. Nie chcę jednak ingerować w twoje życie osobiste, więc nie będę się wtrącał. - odsunął się od drzwi i pozwolił wejść białowłosemu.
-Pogrzało cię?! Z tego co wiem ludźmi się nie rzuca! - zbulwersował się Arata.
-Tak, tak, wybacz, zbyt pochopnie oceniłem sytuację. Noruś, gdzie mogę się wypakować?
-Co? Eee... W drugim pokoju. Jak skończysz choć do kuchni. Zaraz przyszykuje obiad. - brązowowłosa wyszła zostawiając chłopaków samych.
-Słuchaj mnie, jeżeli zrobisz coś mojej siostrze to popamiętasz mnie. - szepnął Lukas.
-Czy to groźba?
-Kto wie... No nic. Idziemy na obiadek!~
Arata patrzył na purpurowłosego idącego w stronę salonu, który z tego co wiedział został przerobiony na pokój gościnny. Westchnął cicho i udał się do kuchni.
-TO jest twój brat? - zapytał Nory.
-Zgadza się. Co o nim sądzisz?
-Cóż... Z pewnością inaczej to sobie wyobrażałem. On jest trochę... dziwny.
-Czemu? Po prostu bardzo się o mnie troszczy.
W tym momencie wszedł Lukas. Podszedł do brązowowłosej i uściskał ją mocno.
-Jeszcze się z tobą nie przywitałem. - powiedział. Dziewczyna odwzajemniła uścisk. Odwróciła się w stronę szafek i wyjęła z nich talerze. Nałożyła do nich ryżu i postawiła na stole.
-Siadajcie. - skierowała te słowa do chłopaków. Oboje zajęli swoje miejsca. - Smacznego.
-Tęskniłem za tobą, siostro. - odezwał się Lukas. - Opowiedz mi, co się wydarzyło, gdy mnie nie było?
-Nic ciekawego. Oprócz tego, że mam na głowie tego oto palanta. - mówiąc to wskazała na Aratę. Ten udał, że tego nie widzi.
-Czemu się więc go nie pozbędziesz? Skoro to tylko student...
-Obiecałam mu coś. Prawda, Arata? - Chłopak w odpowiedzi kiwnął tylko głową. - Powiedz mi lepiej, co u ciebie? Słyszałam, że mieliście jakieś kłopoty w pracy.
-To była tylko zmiana szefa, bo wyszły na jaw jakieś przekręty. Nic ciekawego.
Reszta obiadu minęła w kłopotliwej ciszy. Tylko Lukas co jakiś czas jeździł widelcem po talerzu.
Po skończonym posiłku Nora zebrała talerze, zaciągnęła białowłosego do pracy i razem zaczęli je myć. Lukas poszedł się rozpakować.
-Ile on tu zostaje? - zapytał Arata.
-Wyjeżdża jutro rano. Aż tak się nie lubicie? Czy miedzy wami coś zaszło?
- Nie. Po prostu dziwnie się czuję w jego obecności.
Nora spojrzała na niego i uśmiechnęła się szeroko.
-Czyżbyś był...
-Co? Nie! Nie o to mi chodziło! On dziwnie na mnie patrzy.
***
Lukas założył czystą koszulkę, rzucił się na łóżko i położył na plecach. Rękę oparł na czole.
Student, tak? Czemu próbujesz mnie okłamać? Co masz do ukrycia? Za dobrze cię znam. Jaki jest prawdziwy powód?
Chłopak wstał i wyszedł z pokoju. Ruszył do kuchni, gdzie Arata z Norą kończyli myć naczynia.
-No, dzieciarnia! Szykować się. Idziemy na miasto. - krzyknął.
-Dzie... ciarnia? Jesteś tylko parę lat starszy ode mnie! - zbulwersował się białowłosy. -Poza tym kto powiedział, że się gdzieś wybieram?
Lecz Lukas już  nie słuchał. Był zajęty zakładaniem swojego płaszcza. Nora spojrzała błagalnie na Aratę. Ten cicho westchnął. Minął Lukasa i otworzył drzwi.
-Jesteś mi coś winna. - powiedział.
Dziewczyna odetchnęła z ulgą.
-Więc gdzie idziemy? – zapytała brata.
-Może do jakiejś galerii? Albo do parku…
Białowłosy pokręcił głową.
-To wychodzimy? Zapocę się na śmierć, zanim któreś z was się ruszy. – powiedział.
-Już idziemy. – odparł Lukas. Podał Norze bluzę i wyszedł na zewnątrz.
Trzy godziny później Arata pożałował swojej decyzji pójścia z nimi. Bolały go nogi od chodzenia od sklepu do sklepu i ręce od dźwigania toreb. Gdy tylko Nora otworzyła drzwi od domu odłożył zakupy, wykąpał się i poszedł spać. Gdy położył się na łóżku wskoczył na niego Lyx.
-Dobrze się bawiłeś? – zapytał.
-Nawet mnie nie dołuj. Teraz chcę tylko jednego.
-Czego?
-Spaać! – jęknął białowłosy.
-Aż tak źle? Mogłeś tam przecież nie iść.
-A później Nora robiłaby mi wyrzuty? To ja podziękuję.
-Jeśli jesteś taki zmęczony nie będę ci już przeszkadzał.

Kot zaskoczył z łóżka. Arata pomimo zmęczenia jeszcze długo nie mógł zasnąć. 

W końcu dokończyłam. Jak widać jeszcze żyję. Mam nadzieję, że nie jest tak źle, jak mi się wydaje. Chciałabym podziękować za Waszą cierpliwość. Coś mi się zepsuło formatowanie, ale to chyba nie rzuca się tak w oczy?
Co do Liebster Award - nie za bardzo wiedziałam, z czym to się je, więc sobie odpuściłam. C;

niedziela, 30 listopada 2014

Rozdział IV (1)

            W pokoju rozległ się dźwięk dzwonka. Z telefonu Nory, położonego na stole płynęła piosenka „The Begininning”. Brązowowłosa podeszła do niego i podniosła go. Na wyświetlaczu pojawiło się imię Lukas. Dziewczyna odebrała połączenie. Po krótkiej rozmowie odłożyła urządzenie i pobiegła do pokoju obok. Otworzyła drzwi bez pukania. Na podłodze siedział Arata i wpatrywał się w telewizor. Obok niego, zwinięty w kłębek leżał biały kot. Żaden z nich nie zwrócił na nią uwagi. Dziewczyna zbliżyła się do telewizora i wyłączyła go.
            -Hej! Oglądałem to!- zaprotestował chłopak.
            Dziewczyna westchnęła. Skrzyżowała ręce na piersi i powiedziała:
            -Właśnie się dowiedziałam, że dzisiaj przyjeżdża mój brat. Nie wie on, że mieszkasz ze mną i chciałabym, żeby tak pozostało. Wobec tego mam do ciebie prośbę: czy mógłbyś wyjść dzisiaj na miasto  i nie wracać do wieczora?
            -Nie rozumiem w czym problem. Co  takiego się stanie gdy twój brat zastanie mnie u ciebie w domu?
            Kot leżący dotąd nieruchomo otworzył jedno oko.
            -Choć raz posłuchaj, co inni mają ci do powiedzenia. – powiedział.- Nora przygarnęła cię pod swój dach, więc mógłbyś spełnić jej prośbę.
            Arata spojrzał na niego z groźbą w oczach, jednak już się nie odezwał. Bez słowa sięgnął po bluzę i zaczął sznurować buty. Lyx wstał i skierował się w stronę drzwi.
            -O której godzinie możemy przyjść z powrotem?- zapytał.
            Dziewczyna zamyśliła się.
            -Cóż… Myślę, że uda mi się go odprawić około osiemnastej.
            Chłopak otworzył drzwi.
            -W razie czego będziemy w parku.- poinformował.
            Gdy drzwi zamknęły się za nimi Nora rozejrzała się po domu.
            Jaki syf!- pomyślała.- Muszę tu posprzątać, zanim przyjedzie mój brat.
 Złapała za szczotkę i zaczęła energicznie szorować podłogę w kuchni. Gdy skończyła to robić i podłoga w całym domu lśniła czystością zabrała się za ścieranie kurzy. Nagle drzwi otworzyły się i do mieszkania wszedł Arata.
            -Wybacz, zapomniałem czegoś.- powiedział.
            -Przepraszam, że go nie zatrzymałem.- dodał Lyx.
           -Już nieważne..- westchnęła Nora.-Mój  brat i tak będzie za około półtorej godziny. Ale skoro już tu jesteś  może mógłbyś pomóc mi sprzątać została mi jeszcze masa roboty i nie wiem, czy się wyrobię.- zwróciła się do Araty.
            O dziwo chłopak wziął szmatę i bez słowa wziął się za pastowanie podłogi. Nora poszła sprzątać w drugim pokoju. Minęło około godzina, gdy cały dom już lśnił czystością. Tylko białowłosy kończył pastowanie  podłogi. Nora weszła do pomieszczenia, w którym pracował i kiwnęła głową z uznaniem. Arata wstał i podszedł do niej.
            -Zadowolona?- zapytał.
            -Bardzo.
            Chłopak chciał już wyjść z pokoju, by odłożyć szmatkę, jednak poczuł, że traci grunt pod nogami. Nora zdążyła tylko krzyknąć, gdy spadło na nią siedemdziesiąt kilo.
***
Lucas wysiadł z taksówki, zapłacił kierowcy i skierował się w stronę beżowego budynku. Podszedł do bramy i nacisnął klamkę. Brama okazała się zamknięta. Niezrażony tym poszukał kluczy w swojej torbie. Gdy w końcu udało mu się je znaleźć i otworzyć bramę odgarnął z czoła swoje purpurowa włosy. Wszedł do mieszkania ściągnął buty i zaczął rozglądać się zdziwiony tym, że nie zauważył swojej siostrzyczki. Zawsze gdy wracał czekała na niego w korytarzu.
Dziwne.- pomyślał.- Prosiłem, by nigdzie nie wychodziła. Może poszła coś kupić, jak to dziewczyny?
Zadowolony, że udało mu się rozwiązać tę zagadkę postanowił zaczekać na siostrę. Nagle usłyszał jednak huk i krzyk swojej siostry. Zaniepokojony podbiegł do drzwi, z których jak mu się wydawało usłyszał hałas. Otwierając je jego oczom ukazał się niecodzienny widok. Jego siostra leżała na ziemi przygnieciona przez jakiegoś chłopaka. Najwyraźniej jeszcze nie został zauważony.
Nora usiłowała zrzucić z siebie Aratę. Niestety bez efektów.
-Idiota! Jak mogłeś się przewrócić na prostej powierzchni?!
-Zamknij się! Podłoga była pastowana. Poślizgnąłem się! Co ty rob… Czek-Czekaj! Nie wierć się tak, bo nie mogę wstać!
Obydwoje umilkli, gdy dostrzegli stojącego w drzwiach Lukasa, który nie omieszkał  skorzystać z tej chwili ciszy.

-Czy ktoś może mi wyjaśnić, co się tu właściwie dzieje?!




Przeklinam dzień, w którym zaczęłam pisać ten rozdział! Zupełny brak weny, co chyba widać.  Jak widać jest to dopiero część rozdziału, lecz nie chciałam już przedłużać oczekiwania na nową notkę. Nienawidzę tej części... Mam pytanie: rozdział się podobał? Czy mam go kończyć, czy przeskoczyć do nowego wątku? Pozdrawiam,
Chii Chiyo

niedziela, 26 października 2014

Rozdział III

            -Szkoła?
            -Zgadza się. Nie byłam tam już od tygodnia. Jeżeli opuszczę jeszcze kilka dni będę miała problemy z nadgonieniem materiału.
            Wszyscy siedzieli przy stole znajdującym się w kuchni. Arata intensywnie wpatrywał się w Norę, a Lyx był zajęty czyszczeniem futerka.
            -Wyjaśnij mi to jeszcze raz, bo nie czaję. Czym jest „szkoła”?- zapytał chłopak.
            -Szkoła jest to miejsce, do którego uczęszczają młodzi ludzie z mojego świata, w celu zdobywania wiedzy. Każdy musi tam chodzić, aż do ukończenia 18 roku życia. Oczywiście można potem uczyć się dalej. Wiedzę przekazują tam nauczyciele.
            -W moim świecie nauczanie odbywa się w domu i mogą sobie na nie pozwolić tylko dzieci z dobrych rodzin.
            -U nas także był taki system, jednak dawno temu. W każdym bądź razie muszę już wychodzić, jeżeli nie chcę się spóźnić na lekcje. – dziewczyna sięgnęła po swoją torbę.- Klucze od mieszkania widzą na ścianie przy lodówce. Pieniądze są schowane w półce w mojej szafie.- powiedziała wychodząc.
***
            Nora siedziała w ławce i gryzła długopis, wpatrując się w okno. Szósta lekcja dłużyła się niemiłosiernie i dziewczyna miała wrażenie, że ten dzień nigdy się nie skończy. Belfer opowiadał o rewolucji francuskiej.
            Wtem drzwi otworzyły się i do klasy weszła sekretarka. Była dość wysoką kobietą po 30-stce. Miała długie, upięte w koka jasne włosy i czarne oczy. Ubrana była w czerwoną, odświętną bluzkę z długim rękawem i ciemną spódnicę do kolan. Na nosie miała okulary z czarnymi oprawkami.
            Sekretarka zawołała nauczyciela i ten wyszedł z klasy. Wszyscy znajdujący się w pomieszczeniu jakby na jakiś tajemny znak zaczęli rozmawiać. Oprócz Nory. Ta nadal wpatrywała się w świat za oknem.
            Gdy nauczyciel powrócił do klasy wszyscy naraz umilkli.
            -Moi drodzy- zaczął- Właśnie poinformowano mnie, że do naszego grona dołączy nowy uczeń. Proszę, bądźcie dla niego mili. Wejdź.- ostatnie zdanie skierował najwidoczniej do nowego ucznia. Drzwi uchyliły się i do klasy wszedł młody chłopak. Szczęka Nory nie opadła do ziemi tylko dlatego, że już od dawna tam była.
            Osoba, która weszła do klasy miała krótkie, białe włosy i fiołkowe oczy. Ubrana była w jeansowe spodnie i czarną bluzkę na krótki rękaw z białym kołnierzykiem. Na szyi miała czarny, przypominający obrożę naszyjnik.
            -Nazywam się Arata Yosuke.- przedstawił się nowy uczeń i zajął miejsce po lewej stronie Nory. Dziewczyna wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. Arata zignorował to i ze spokojem zaczął zapisywać słowa nauczyciela w notesie. Jakieś 20 minut później zadzwonił dzwonek. Brązowowłosa błyskawicznie wcisnęła podręczniki do torby. Zamierzała od razu podejść do chłopaka i wyjaśnić tę sprawę, jednak szybko straciła go z oczu wypchnięta przez tłum z klasy. Zirytowana stanęła w rogu korytarza i wypatrywała białowłosej postaci. Po chwili dostrzegła go otoczonego wianuszkiem dziewcząt.  Podeszła do nich, złapała Aratę za ramię i zabrała  go z tego kółka różańcowego, co spowodowało pomruki niezadowolenia. Gdy wreszcie znalazła się z nim na osobności ze słabo ukrytym gniewem zapytała:
            -Co ty tu robisz?!
            -Stoję.- odparł chłopak lekko przekrzywiając głowę w prawą stronę. Nora westchnęła widząc jego zdziwione spojrzenie.
            -Nie udawaj. Wiesz, o co mi chodzi. Jakim cudem dostałeś się tu w pół dnia?
            -Dziwne nie? Sądziłem, że to będzie o wiele trudniejsze. W każdym bądź razie gdy wyszłaś rozmawiałem chwilę z Lyxem i doszliśmy do wniosku, że skoro i tak nie wiemy jak długo będziemy musieli tu zostać powinniśmy spróbować się zaklimatyzować. Przeszukałem więc twoje dokumenty…
            -Grzebałeś w moich rzeczach?!
            -…i znalazłem adres twojej szkoły. Ubrania wziąłem z twojej szafy.
            -Zauważyłam. Ale jakim cudem tak szybko cię tu przyjęli?
            -Gdy wszedłem do szkoły najpierw udałem się do sekretariatu. Kazano mi pójść do dyrektora. Dostałem tam dwa proste testy. Po ich rozwiązaniu kobieta z sekretariatu zabrała mnie do twojej klasy.
            -Zakładam, że test poszedł ci bardzo dobrze?
            Arata uśmiechnął się szeroko, podparł pod boki i odpowiedział:
            -No ba.
            -Gdzie Lyx?
            Arata złapał dwoma palcami swoją obrożę.
            -Pamiętasz, jak zobaczyłaś go pierwszy raz? Większość Tomodachi potrafi zdematerializować się i ukryć w swoim Shanai. W jego przypadku jest to jego naszyjnik. To tak jak w tym anime, które ostatnio oglądaliśmy. W Pokemonach, czy jakoś tak…
            -Nie obawiasz się, że ktoś odkryje skąd jesteś?
            -Spokojnie, będę ostrożny.
            -Nie jestem przekonana, lecz nie będę się wtrącać.

***

Zadzwonił ostatni dzwonek. Uczniowie wstali z krzesełka i zaczęli pakować swoje książki.  Nory nie było w klasie. Nauczyciel o coś ją poprosił i musiała wyjść. Arata zarzucił plecak na lewe ramie i dosunął krzesło do ławki. Wyszedł na korytarz. Postanowił poczekać, aż wróci Nora.
Nagle zakręciło mu się w głowie tak, że musiał przytrzymać się ściany, aby nie upaść. Przed oczami mu pociemniało, a w uszach rozległ się nieznośny szum. Stał tak przez chwilę ciężko dysząc. Po kilku minutach, które wydały mu się wiecznością wszystko ustało.   
Cholerna głowa!

Od przybycia do tego świata ból nie dawał mu spokoju, lecz teraz osiągnął apogeum.  Nie był tego pewien, ale wydawało mu się, że ma to związek z pudełkiem, które znalazł nie tak dawno temu i które było przyczyną jego kłopotów.



Wiem, że długo nie było nowego posta. Nie bijcie! *chowa twarz* 
Tak, jestem leniwa i choć staram się nad sobą pracować czasami nie chce mi się i tyle. Macie pełne prawo opieprzyć mnie w komentarzach. A w ramach rekompensaty daję wam mały spoiler: W następnym rozdziale na 89 % będzie brat Nory.

sobota, 27 września 2014

Rozdział II

Nie wierzyła mu. Ale w końcu jeszcze tydzień temu on sam by nie uwierzył, gdyby ktoś przyszedł do niego i twierdził, że jest z innego świata. Postanowił pokazać jej swoją moc. Albo porządnie ją zaskoczy, albo wystraszy. W obu przypadkach powinna go wypuścić.
            Podniósł rękę i skupił się na kubku stojącym na stole. Kubek podniósł się, po czym upadł i uderzył o stół rozbijając się na wiele kawałków.
            „Rozbiłeś mój ulubiony kubek!”
            No tego to się nie spodziewał. A może się mylił? Może jednak telekineza jest w tym świecie na porządku dziennym? Dlaczego w takim razie ta dziewczyna jej nie używała?
            -Nie jesteś wystraszona? Albo zaskoczona?- zapytał.
            -Trochę zaskoczona jestem. Ale miałam kiedyś przyjaciela, który też to potrafił. Chyba dlatego mnie to zbytnio nie zdziwiło.
            Czyli przynajmniej w jednym się nie mylił- w tym świecie większość ludzi nie posiada mocy.
            -Czyli nadal mi nie wierzysz?
            -Wybacz.
            Arata westchnął i opadł na łóżko. Nora wstała i przypatrywała mu się przez chwilę zaniepokojona, ale po chwili znów usiadła. Chłopak wiedział, że tak jej nie przekona. Może skorzystać z umiejętności szybkiej regeneracji? Nie, to głupi pomysł. Jego rany jeszcze się nie zagoiły, więc nie chciał dodawać sobie kolejnych. Tym bardziej że nie wiedział czy to z powodu okoliczności w jakich powstały, czy czegoś poważniejszego.
            -Wiesz… Arata. Może nie powinnam pytać, ale czy od urodzenia są białe, czy je farbowałeś?- przerwała wreszcie ciszę Nora.
            -Białe? O czym ty…- nie widział się od wypadku. Może faktycznie jego wygląd się zmienił?- Podaj mi lusterko.
            Zdziwiona dziewczyna wykonała jego prośbę. Arata chwycił przedmiot w dłoń. Spojrzał w nie i na chwilę otworzył usta ze zdumienia. Jego brązowe niegdyś włosy stały się białe a niebieskie tęczówki zmieniły kolor na fioletowy. Pod lewym okiem pojawiło się dziwne, przypominające kształtem nieco wygiętą kreskę znamię. Ciągnęło się aż do brody.
            Nora najwyraźniej zauważyła jego zdezorientowanie.
            -Coś nie tak?- zapytała.
            Arata natychmiast się opanował. Odłożył lustro, spojrzał nas nie i powiedział:
            -Nie, wszystko w porządku.
            Dziewczyna nie była przekonana.
            -Na pewno? Jeśli powiedziałam coś, czego nie powinnam to przepraszam i..
            -W porządku.- przerwał jej.
            Teraz myślał o czymś innym. Miał wrażenie że o czymś zapomniał. Nie mógł tylko sobie przypomnieć o czym… Gdy spojrzał w lusterko czegoś brakowało. Z czym się nigdy nie rozstawał? Nagle go olśniło.
            -Naszyjnik!- złapał się rękami za szyję- Gdzie go schowałaś?!
            Brązowowłosa spojrzała na niego zaskoczona. Dopiero po chwili zrozumiała o co mu chodzi. Podeszła do małej, jasnobrązowej szafki stojącej w rogu pokoju. Otworzyła półkę znajdującą się najwyżej i wyciągnęła z niej czarno-fioletowy przedmiot. Przypominał jej psią obrożę. Podała go chłopakowi.
            -Ściągnęłam to, gdy zakładałam ci bandaże. Wybacz, nie wiedziałam że to takie ważne.
            Chłopak założył go na szyję. Przyłożył kciuk do ust i gryzł, dopóki nie pociekła krew. Nora patrzyła na to wystraszona. Po chwili oderwał palec od ust i przejechał nim po „obroży”.  Zabłysłą ona słabym, srebrnym światłem. Na łóżku, po prawej stronie Araty zmaterializował się biały kot.
            -Lyx, w porządku?- powiedział białowłosy kierując te słowa do zwierzęcia.
            -Tak. Tylko… Gdzie my właściwie jesteśmy?- odparł zapytany.
            -Ła! Ten kot gada!- krzyknęła Nora.
            -Kot?! Wypraszam sobie! Nie wrzucaj mnie do jednego worka z jakimś pospolitym dachowcem! Jestem Tomodachi.- powiedział urażony Lyx.
            -Przepraszam, ale to teraz nieistotne.- wtrącił Arata.- Posłuchaj, jestem naprawdę wdzięczny za twoją pomoc, ale musimy już iść. – skierował te słowa do Nory, która ciągle wpatrywała się w białe zwierze.  Powoli skierowała wzrok na chłopaka.
            -Naprawdę pochodzisz z innego świata?- zapytała.
            -Próbuję ci to wytłumaczyć od dłuższego czasu, babo głupia!- oberwał poduszką.
            -Wiesz, mógłbyś okazać trochę wdzięczności.- mruknęła dziewczyna.-       -Wybacz mu, to facet z mózgiem dziecka.-  powiedział Lyx.
            -Zdrajca!- krzyknął arata, lecz został zignorowany.
            -Panienko, jak wiesz nie należymy do tego świata więc nie mamy obecnie mieszkania. Czy wiesz  gdzie moglibyśmy przenocować?
            -Pewnie nie macie tutejszych pieniędzy, co?
            -Niestety ma panienka rację
            Dziewczyna zamyśliła się.
            -W sumie moglibyście na razie zamieszkać tutaj. Mieszkam sama, a to jest spore m dom. Do tego pokoju wchodzę właściwie tylko po to, aby posprzątać. I proszę mi mówić Nora, panie kocie.
            -Nie chcielibyśmy sprawiać pan… tobie kłopotu. Ja chciałbym byś nazywała mnie Lyx.
            -To nie będzie żadem kłopot. Tylko zabiorę stąd moje rzeczy.
            Kot, który dotychczas siedział na łóżku wskoczył na ramię Araty.
            -W takim razie chętnie skorzystamy z oferty.
            -Słucham?! Nie będę z nią mieszkał! Jeszcze mnie w nocy zgwałci albo co… Z taką to nigdy nie wiadomo.- powiedział białowłosy.
            -No chyba ty mnie!- krzyknęła zdenerwowana Nora.
            -Jesteś spokojna, a potem nagle wybuchasz. Jesteś pewnie jakaś niezrównoważona psychicznie.
            -Ja niezrównoważona psychicznie?! Ty się postaw w mojej sytuacji! Proponuje ci mieszkanie, a ty masz o to jeszcze jakieś pretensje?!
            Arata otworzył usta by coś powiedzieć, jednak Lyx podniósł łapę i uderzył w tętnicę chłopaka. Białowłosy zachwiał się do czym upadł na ziemię i zemdlał. Dziewczyna uniosła lekko prawą brew.
            -Znajomość punktów witalnych.- wyjaśnił kot.- Dojdzie do siebie za jakieś 10 minut.
            -Wow. Musisz mnie tego kiedyś nauczyć.
            -Obiecuję. Ale teraz czy mogłabyś…
            -Tak oczywiście.- powiedziała brązowowłosa wychodząc z pokoju.




Przepraszam, za tak późne dodanie rozdziału. Miałam szlaban ~(>_<~) . Dziękuję Syrin za krytykę oraz Lily za komentarze.